Pamiętam, po ukończeniu służby wojskowej w 1955 roku wyznaczony zostałem na mecz międzypaństwowy z Czechosłowacją. A żona właśnie oczekiwała przyjęcia do... kliniki położniczej. Już w Pradze dowiedziałem się, że rodzi. Nie mogłem się doczekać mojej walki, aby ją mieć za sobą. Nawet nie odczuwałem satysfakcji ze zwycięstwa. W hotelu wreszcie doręczono mi telegram. Córka.
Kiedy urodziła się druga córka, również nie było mnie w domu. W 1958 roku odbywał się mecz Polska - NRF w Łodzi. Blisko domu, myślałem, jeszcze zdążę, ale gdy walki się zaczęły, siedziałem w szatni kwaśny. Wtedy doręczono mi telegram. Do walki przystąpiłem w dobrym humorze, lecz choć wygrałem z Bogoschem, przez trzy rundy myślami byłem w domu.
Odrywały mnie też od rodziny obozy i w zasadzie w pamięci mojej pozostał tylko jeden jedyny pełny urlop letni, jaki spędziłem z rodziną i kolegami. Pojechaliśmy, Pietrzykowski, Walasek i ja, z żonami na wędrówkę pod namiotami
na Mazury. Przepiękne zachowałem wspomnienia. Studiować
łem już na AWF i chyba urlop ten, pełny także przemyśleń*
w ciszy nad jeziorami, zadecydował o mojej specjalności nŚ
studiach. | |
|