Trafiła więc do sekcji gimnastycznej „Sokoła". Pokochała ten sport i została mu wierna żarliwością pierwszej miłości. A potem przyszła okupacja, zamążpójście, rodzina. Gdy na Krzemionkach załopotały znów biało-czerwone flagi, Helena Rakoczy rozpoczęła treningi w krakowskiej „Koronie". Władysław Rakoczy, dając wówczas żonie „błogosławieństwo", na'sportową drogę życia nie przypuszczał chyba, że już niedługo zostanie mężem mistrzyni świata. Do dziś z uśmiechem wspomina chwilę, kiedy w parę miesięcy po wyzwoleniu, żona, wróciwszy z córką ze spaceru, opowiedziała mu o spotkaniu ze znajomym trenerem gimnastyki Tadeuszem Danielem i o namowach do rozpoczęcia treningu. Nie przyjął tej wiadomości radośnie i dopiero pierwszy start Heleny przekonał go o słuszności postanowienia.
Był nim pierwszy powojenny gimnastyczny sprawdzian zorganizowany w 1946 roku w Toruniu. Wygrała go pewnie. Z uśmiechem przyjęła mężowskie gratulacje i... zabrała się do jeszcze intensywniejszej pracy.
Marszobiegi na Plantach, zawsze o tej samej godzinie, początkowo wywoływały zdziwienie, ale później „ranne ptaszki", śpieszące wcześnie do pracy, pozdrawiały ją przyjaznym skinieniem ręki. Kiedy zaczęła odnosić sukcesy mówili o niej s z dumą: „To nasza Rakoczy!" A w 1950 roku zgotowali jej niezwykle owacyjne powitanie na krakowskim dworcu. Tłumy oczekiwały na wracającą ze Szwajcarii mistrzynię świata projektowanie wnętrz warszawa | Kabiny prysznicowe | gx160
|